Wśród legend i tajemniczych historii Gór Świętokrzyskich

Plan wycieczki przez Góry Świętokrzyskie chodził mi po głowie już od pewnego czasu. Tym bardziej, że to mój rodzinny rejon i nie odwiedzałem go już od dobrych kilku a może nawet kilkunastu lat. Chęć zobaczenia zmian i przeobrażeń jakie miały miejsce w tym rejonie zaowocowała szybkim wdrożeniem planu w życie.

Góry Świętokrzyskie oglądane z daleka rysują się na widnokręgu jako niewysokie wzniesienia, jakby garby wśród pagórkowatego terenu. Także z bliska nie zaskakują ani wysokością pojedynczych wzniesień, ani dzikością stoków, ani też wysokością obszaru, który zajmują. Znajduje się tu niezwykła rozmaitość skał, różnorodne formy terenu, tajemnicze ruiny zamków, liczne zabytki bogatej przeszłości. Cały rejon planowanej przeze mnie wycieczki jest obfitym skupiskiem miejsc wartych zobaczenia i niemalże z każdym wiąże się tajemnicza legenda lub opowieść. Region świętokrzyski znany jest z magicznych legend i obyczajów, a Łysa Góra od lat mocno kojarzy się z miejscem sabatu czarownic.

Pierwsze momenty „pod górkę” napotkałem jeszcze zanim wyjechałem na szlak – Mapy – Wydaje się sprawa prosta, ale jak się okazało nie w Ostrowcu … Po dłuższych poszukiwaniach znalazłem odpowiednie wydanie. Wyznaczyłem odpowiednią ambitną trasę, wyszło około 150km i plan pokonania dwóch pasm Gór Świętokrzyskich, Łysogóry i Pasmo Jeleniowskie. Z Ostrowca Świętokrzyskiego wystartowałem zielonym szlakiem rowerowym w kierunku Mychowa po drodze odwiedzając Częstocice. Odwiedzając swoje rodzinne strony i przejeżdżając obok dawnego domu rodzinnego, rozglądając się po rejonach, w których spędziłem dzieciństwo pozwoliłem sobie na odrobinę wspomnień i chwilę melancholii. W okolicach Mychowa pozostawiłem za plecami wygodny asfalt i wspomnienia. W dalszym ciągu zielonym rowerowym, ale już szutrowym traktem zdążałem w kierunku Chocimowa. Pogoda tego dnia była niemalże idealna na rowerowe wojaże i pozwalała bez żadnych zakłóceń delektować się urokiem wzgórz, dolin, łąk i malowniczych o tej porze roku pół tuż przed żniwami. Kręcąc kilometry w kierunku celu zdecydowałem się na odwiedziny Sanktuarium w Kałkowie. To jedno z najmłodszych tego typu miejsc na terenie województwa świętokrzyskiego. Powstało w latach 80 XX wieku jako wotum dziękczynne za ocalenie Narodu Polskiego od ateizmu. Obecnie na terenie należącym do parafii znajduje się szereg obiektów, w tym kościół, Dom Pielgrzyma, Dom Jana Pawła, Dom Panoramy Świętokrzyskiej i Dom Męki Pańskiej. Tak jak w Licheniu wybudowano Drogę Krzyżową, której stacje stoją przy Drodze Martyrologii Ludu Świętokrzyskiego, prowadzącej do wielkiej, wzniesionej z kamienia  i betonu na 33 metry Góry Męki Pańskiej, Golgoty. Z jej szczytu można podziwiać panoramę Pasma Łysogórskiego z widokiem na Święty Krzyż. Spokojny i senny krajobraz okolicznych wsi i małych miejscowości towarzyszył mi niemal przez całą drogę do lasów Sieradowickiego Parku Krajobrazowego okalających Starachowice od południowej strony. Z początku czerwonym szlakiem rowerowym, którego jakość oznakowania i nawierzchnia porównywalna z piaskownicą urąga wyobrażeniom o szlakach rowerowych. W okolicach zalewu Łubianka przeskoczyłem ze szlaku rowerowego na zwykłą leśną drogę, która doprowadziła mnie do historycznych miejsc związanych z czasami II wojny światowej. Rejony świętokrzyskie to w czasach minionej wojny liczne egzekucje i pacyfikacje wsi, miast i miasteczek. Liczne pomniki, cmentarze i pojedyncze groby są tego dowodem. Pierwszym oddziałem partyzanckim, który podjął działania na terenie Gór Świętokrzyskich był Oddział Wydzielony Kawalerii Wojska Polskiego dowodzony przez mjr „Hubala” – Henryka Dobrzańskiego. Największe bitwy miały miejsce w okolicach Szałasu, Świniej Góry, pod Szewcami i w lasach siekierzyńskich. Uroczysko Wykus, które było kolejnym etapem mojej rowerowej wyprawy to jedno z wielu w lasach siekierczyńskich miejsc świadków tamtych ponurych wydarzeń. Niedostępne tereny poprzecinane wąwozami, strugami i gęstym poszyciem, stanowiły odpowiednią kryjówkę dla partyzantów. Ten rejon to matecznik działań partyzanckich oddziałów „Ponurego”.

gory-swietokrzyskie-kapliczka-w-wykusie
Kapliczka w Wykusie

Na pamiątkę wydarzeń jakie miały miejsce w historii tego miejsca wybudowano kapliczkę na ścianach, której wyryte są 123 pseudonimy poległych w czasie wojny, a na murze okalającym, wyrosłym później – 206 tabliczek epitafijnych zmarłych członków Środowiska. Uroczyste msze święte i spotkania, odbywają się tam nieprzerwanie od ponad 40 lat. Niestety ze względu na niedostateczne oznakowanie na Wykusie spędziłem więcej czasu niż zaplanowałem. Pozytywnym oddźwiękiem był fakt, że to naprawdę bardzo atrakcyjne miejsce, które warto poznać i zagłębić się w jego tajemnicze zakątki. Szkoda tylko, że tak mizernie oznaczone są szlaki prowadzące do niego. Z lasów sierakowickich wynurzyłem się w okolicach Bodzentyna gdzie miałem okazję zmierzyć się z pierwszym typowo górskim podjazdem na Miejską Górę. Piął się on na wysokość nieco ponad 420m.n.p.m. Miejska Góra to również brama do Świętokrzyskiego Parku Narodowego utworzonego w 1950 r. Dwa największe szczyty na terenie rezerwatu to Łysica (612 m n.p.m.) oraz Łysa Góra (595 m n.p.m.), które były kolejnymi etapami na mojej trasie. Dla zwiedzających udostępniono ponad 30 km pieszych szlaków, na których można podziwiać unikalne na skalę europejską Puszczę Jodłową oraz cały pracujący naturalny ekosystem. Przemierzając obszar parku ma się wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał wiele lat temu i jest nietknięty ludzką ręka niemalże w ogóle. Wspominając legendy jakie krążą o tym regionie ma się wrażenie, że zaraz zza jakiegoś posępnego głazu lub starego drzewa wyskoczy bies lub wiedźma na miotle, których wg. ludowych podań było tutaj siedlisko. Rowerowa wspinaczka na Łysicę jest niemal niemożliwa ze względu na kamieniste i nierówne podłoże szlaku. Na początku szlaku na Łysicę warto zatrzymać się na chwilę przy źródełku Św. Franciszka którego jak głosi lokalna tradycja, woda ma ponoć właściwości lecznicze – dobrze robi na oczy, poza tym sprzyja poczęciu męskiego potomka. Ze źródełkiem związana jest legenda o zamku na szczycie Łysicy, w którym miały mieszkać dwie siostry. Starsza, zakochana w pięknym rycerzu, zapragnęła mieć zamek tylko dla siebie i postanowiła zgładzić młodszą. Nie zdążyła jednak zrealizować planu, bo rozpętała się burza i piorun strzelił w zamek, grzebiąc w ruinach złą siostrę i jej kochanka. Tak według jednej z  ludowych legend miało powstać gołoborze. Młodsza siostra, która w czasie burzy spacerowała po lesie, zalała się łzami na widok zniszczonego zamku i właśnie jej łzy zasiliły cudowne źródełko u stóp Łysicy. Zjazd z Łysicy to bajeczny szlak, ale dla wprawnego rowerzysty. Podłoże jakim się porusza to typowe dla tego pasma górskiego kamienne nierówności. Na każdym odcinku zjazdu należy zachować szczególną ostrożność bo chwila nieuwagi może się zakończyć w najlepszym wypadku bolesnym upadkiem i dotkliwymi potłuczeniami. Niestety przejazd przez ostępy leśne z Łysicy na Łysą Górę jest niemożliwy ze względu na utworzenie w tym rejonie rezerwatu ścisłego i koniczne jest zbliżenie się do wiosek leżących u podnóży. Podjazd na Łysą Górę (znana również jako Święty Krzyż, czy Łysiec), której wysokość 594m n.p.m. to asfaltowa i wygodna droga o niewielkim natężeniu ruchu samochodowego. Jest on objęty ochroną w ramach Świętokrzyskiego Parku Narodowego. To niepowtarzalne miejsce przepełnione magią ludowych wierzeń jest również świadectwem historii naszego kraju. To wszystko za sprawą klasztoru benedyktyńskiego, o którym wzmianki można już znaleźć w podaniach Jana Długosza z pierwszej połowy XV wieku. Natomiast pierwsze wzmianki o szczycie Łyśca można odszukać w kronikach z XIII stulecia jako o miejscu kultu pogańskiego. Rozkwit opactwa wiązać należy z panowaniem dynastii Jagiellonów. Sam król Władysław Jagiełło szczególnym sentymentem darzył klasztor świętokrzyski. Około 1447 r. zespół klasztorny uległ pożarowi, który strawił kościół i klasztor. Prace zostały zakończone 1455 r. W roku 1459 kolejny pożar uszkodził kościół – zniszczenia usunięto stosunkowo szybko.  Dzieło odbudowy i rozbudowy zabudowań należących do klasztoru wziął na siebie opat Sierakowski (1636-1662). W efekcie podjętych prac fasada kościoła została wzbogacona dwoma wieżami z barokowymi hełmami, a wnętrze świątyni otrzymało barokowy wystrój. Prace te zostały zatrzymane przez najazd wojsk szwedzkich. Kolejny pożar w 1777 r.  strawił cały kościół i przyległe do niego budynki. W roku 1882 r. budynki klasztorne zamienione zostały na ciężkie więzienie karne. Z początkiem XX wieku ks. Bronisław Szczygielski wykorzystując jubileusz opactwa zorganizował obywatelski komitet odbudowy. Aktualnie jest to już trzeci budynek  na tym miejscu, wzniesiony w latach 1781-1789 w stylu barokowo-klasycystycznym.  Turyści i pielgrzymi mogą zwiedzić wnętrze kościoła z wyposażeniem z XVIII wieku.

gory-swietokrzyskie-goloboze
Gołoborze

Będąc na Łysej Górze obowiązkowo trzeba zobaczyć Gołoborze, z którego powstaniem jest związana kolejna legenda w swojej treści nawiązująca do czarownic. Według legendy owe czarownice za dnia wyglądające jak zwyczajne chłopki po zachodzie słońca zlatywały na swych miotłach na Łysą Górę i tam odprawiały tajemne gusła, czary i bawiły się tańcząc z biesami po świt. Dopiero pienie kura kończyło sabat czarownic. Podobnie też po wielu latach działać zaczął na czarownice dzwon klasztorny. Takie sąsiedztwo wiedźmom nie odpowiadało i wspólnie z diabłami uradziły, że najlepiej klasztor będzie zniszczyć. Którejś nocy biesy wyrwały jedną ze skał otaczających Jaskinię Piekło pod obecnymi Gałęzicami i niosąc go pofrunęły między chmurami w stronę klasztoru z zamiarem zrzucenia głazu na świętą budowlę. Jednak diabły przeceniły swoje siły i ostatkiem sił z głazem wylądowały na Górze Klonówce. Głaz został tam po dziś dzień obrastając zielskiem. Czarownice nie dawały za wygraną. Tym razem już kilka mniejszych głazów zamierzały zrzucić na klasztor. Do spółki z diabłami rozpostarły wielką płachtę i naukładały na niej mniejsze skały i z takim ładunkiem poleciały w kierunku klasztoru. Jednak przygotowania zajęły im więcej czasu niż się czarownice spodziewały i będące już niedaleko wzgórza wypatrzył klasztorny kur, który czym prędzej zapiał, a obudzony tym pianiem zakonnik myśląc, że czas na mszę poranną uderzył w dzwony. Tego dźwięku piekielni wysłannicy znieść nie mogli i czym prędzej zaczęli zatykać uszy, a płachta z głazami spadła na zbocze góry. Głazy roztrzaskały zasypując drzewa. Ludzie widząc taki gołe od boru, czyli gęstego lasu miejsce zaczęli nazywać je Gołoborzem. I do dziś nic z między głazów nie wyrosło upamiętniając czarcią porażkę.

Gołoborze ma w swoim widoku niesamowity urok, a z platformy widokowej przygotowanej przez nadzór parku można podziwiać panoramę okolicznych łąk, pól i miejscowości. Wzgórze klasztorne i okolice Łysej Góry to doskonałe zwieńczenie wycieczki, bardzo dobre miejsce na dłuższy odpoczynek i regenerację przed drogą powrotną. Tam też podjąłem decyzję o zmianie zaplanowanej trasy i powrót w kierunku Ostrowca. Cóż – trzeba mierzyć siły na zamiary a z górami, choćby one były naprawdę niewielkie nie ma żartów. Planowałem jeszcze ominąć Nową Słupię i zmierzyć się jeszcze z Pasmem Jeleniowskim, ale pora dnia raczej nie pozwoliła by mi na powrót przed zmierzchem. Chwila przerwy w cieniu klasztornych murów i czas ruszyć w dół z Łysej Góry w kierunku Nowej Słupi. Drogę tę pokonałem pieszym błękitnym szlakiem zwanym Drogą Królewską. Szlak podobnie jak szlak na Łysicę nie należy do najłatwiejszych i pomimo w miarę łagodnego spadku nie pozwala choćby na moment rozproszyć uwagi. W pełnym skupieniu, panując nad rowerem i zwracać uwagę na turystów podążających głównie w dół szlakiem dojeżdżam do tajemniczej figury Emeryka.

gory-swietokrzyskie-figura-emeryka
Figura pielgrzyma świętokrzyskiego Emeryka

Kto czytał „Czarne Stopy” Seweryny Szmaglewskiej ten wie kim była ta tajemnicza postać. Zresztą warto przytoczyć w skrócie legendę o Świętokrzyskim Pielgrzymie. Opowiada o sławnym rycerzu, którego zarozumiałość i pycha zostały ukarane. Rycerz wsławił się niezwykłą odwagą i męstwem w wielu wojnach. Gdy już porzucił żołnierskie rzemiosło postanowił pielgrzymować do wszystkich cudownych miejsc na świecie. Pielgrzymkę swoją zamierzał zakończyć w świętokrzyskim klasztorze. Drogę od rynku osady do klasztoru postanowił przebyć na kolanach. Powoli wspinał się po kamiennej ścieżce na stok Łysej Góry. Opodal szli mieszkańcy Nowej Słupi i podziwiali niezwykłą wytrwałość wędrowca. Dotarli razem do skraju puszczy, a wtedy usłyszeli bicie dzwonów w odległym o dwa kilometry klasztorze. Przystanęli zdziwieni, gdyż nie była to pora nabożeństwa. Pielgrzym rzekł z pychą, że dzwony same biją na jego powitanie, oddając mu cześć. Gdy tylko powiedział te słowa, zmienił się w kamienny posąg, ku przerażeniu obserwatorów. Od tej pory kamienny posąg pielgrzyma pokutuje za grzech zarozumiałości. Co rok porusza się o ziarnko piasku w stronę klasztoru. Gdy tam dotrze, nastąpi koniec jego pokuty, ale też i koniec świata. Pożegnawszy skamieniałe oblicze pokutnika pozwoliłem sobie na ostatnie trzydzieści kilometrów asfaltowej wygody i korzystając z gościnności drogi numer 751 spiesznym tempem zdążałem w kierunku swoich rodzinnych okolic. Ostrowiec powitałem ze wzgórza szewieńskiego. To miejsce, z którego można podziwiać wspaniałą panoramę ostrowieckich okolic.

Podsumowując miniony udany dzień warto podkreślić niesamowity urok i klimat Gór Świętokrzyskich. Ich tajemnicza natura i mnogość legend z jakimi można się zetknąć przemierzając szlaki rowerem lub pieszo mogą zrobić wrażenie na każdym turyście. Rejon świętokrzyski ma wiele zalet przemawiających za jego atrakcyjnością turystyczną, ale ma jedną podstawową wadę – jakość szlaków turystycznych – to pięta achillesowa tego rejonu. Nie da się podróżować w miarę komfortowo rowerem drogą, której nawierzchnia jest zbudowana z kamienia polnego! Jak to jest w przypadku czarnego szlaku rowerowego w okolicach Wykusu.

Szlak Rowerowy przez Wykus
Szlak Rowerowy przez Wykus

Nie wymagam w żadnym wypadku super równej nawierzchni, ale 10km po kamieniach to żaden komfort! Podobnych odcinków ale krótszych w rejonie Starachowic jest więcej i przeplatają się one z sypkim piaskiem na szalkach rowerowych. Inny element to braki w oznakowaniu szlaków spowodowane wycinką lasu bądź zwykłą ludzką dewastacją. Uogólniając – bez dobrej mapy ani rusz! Cóż – wycieczka była by zdecydowanie przyjemniejsza gdyby lokalne samorządy zadbały o jakość szlaków i w tym przypadku nie dziwi mnie fakt, że na całym odcinku niemalże 130km spotkałem tylko nieliczne grupki turystów rowerowych. Trzeba mieć tylko nadzieję, że niebawem ta sytuacja się zmieni i zdecydowanie więcej turystów na rowerach zawita w te piękne i tajemnicze rejony.

Mapa przebytej trasy:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *