FatBike… Tłuścioch, Grubas… tak pieszczotliwie mówią o nich niemalże wszyscy. I pewnie pod kątem tych inwektyw są postrzegane jako ciężkie, niezdarne i czołgopodobne rowery… Sam zanim dosiadłem „Grubasa” sądziłem, że porusza się w terenie z gracją Jelcza z naczepą.

jelcz z nczepa

Źródło: „Samochody – Ciężarowe, Specjalne i Autobusy”, wyd. Nasza Księgarnia 1988, fot. Zdzisław Podbielski.

A tutaj proszę… jakież pozytywne rozczarowanie. Co prawda nie jest to baletnica, ale swoją zwrotnością niewiele ustępuje rowerom turystycznym. I to nie tylko pod względem zwrotności, ale i masy. Testowane egzemplarze Scott Big Ed i Specjalized Fatboy ważyły po około 14kg i nie należą do najlżejszych konstrukcji z tej kategorii rowerów.

Skąd się wzięły i czym są rowery FatBike

Zaczynają coraz śmielej wchodzić na nasz krajowy rynek rowerowy. Już niemalże wszyscy producenci mają w swojej ofercie tę grupę sprzętu. To rower górski z bardzo szerokimi oponami, często bez amortyzatorów. Opony FatBike’a potrafią mieć szerokość ponad czterech cali ( nawet do 12 centymetrów) i to najbardziej rzucający się w oczy element tej konstrukcji. Potocznie zwane Grubasami rowery zostały stworzone do jazdy po śniegu, piasku i w ciężkim terenie. Początkowo powstawały ręcznie i budowane były przez pasjonatów. O rosnącej popularności tej kategorii może świadczyć fakt, że liczący się producenci wprowadzają do swojej oferty również modele dla dzieci i młodzieży.

Pomimo rosnącego zainteresowania, Fatbike to wciąż rzadki gość na szlakach. Wielokrotnie mijając innych rowerzystów, pieszych, czy nawet kierowców w samochodach spotykaliśmy się ze zdziwieniem i różnego rodzaju odgłosami typu: „Łaaaał, zobacz, zobacz, jakie on ma grube koła!”. Więc nabywając taki rower musicie liczyć się z ogromnym zainteresowaniem, jakie będziecie wzbudzać wśród otoczenia.

Pierwsze wrażanie i ogólna charakterystyka.

Patrząc na te monstra? Niesamowity i nieziemski wygląd! Ich gabaryty i kolorystyka wywierają na organizmie rowerzysty lekkie drżenie i przyspieszone bicie serducha!!! Potężne i masywne koła z agresywnym bieżnikiem podczas toczenia wydają groźny i wzbudzający respekt szum niczym nadjeżdżająca z dużą prędkością rasowa terenówka. Rozmiar opon zastosowany w obydwu przypadkach umożliwia komfortową jazdę w trudnym terenie i gwarantuje bardzo dobrą amortyzację. Do Scott’a producent dodatkowo dołożył amortyzator Rockshox’a, co jeszcze poprawia komfort jazdy i możliwości tego potwora w trudnym terenie i na szybkich, wyboistych zjazdach. W Specu z kolei przednie koło zawieszone jest na karbonowym widelcu.

W testowanych FatBike’ach znaczna szerokość obręczy kół wymusiła poszerzenie ramy roweru, ale w żaden sposób nie wpłynęło to negatywnie na szerokość rozstawu pedałów. Pedały wcale nie są za szeroko, a różnica pomiędzy rowerem MTB jest w zasadzie nieodczuwalna.

Napęd w obydwu przypadkach to Sram (szczegóły w specyfikacji). Dla Scott’a zastosowano konfigurację 2×10, a w Specu 1×10. I w tym przypadku Scott wypada korzystniej. Zastosowana konfiguracja jest wydajniejsza i bardziej uniwersalna. Większa ilość przełożeń w Scott’cie pozwala żwawiej poruszać się w łagodnym terenie, zaś na mało komfortowym podłożu daje więcej możliwości ustawienia przełożeń i pozwala na lżejsze pokonywanie trudności. Kultura pracy obydwu mechanizmów napędowych – jak przystało na Srama jest godna pochwały.

Układ hamulcowy obydwu egzemplarzy nie przysparzał nam żadnych niespodzianek i sprawował się wyśmienicie. W Scott’cie zainstalowano Shimano M506 z tarczami 180(przód) i 160(tył) mm, zaś Specialized oferuje Shimano Deore z tarczami o tych samych średnicach co Scott.

Ważenia z jazdy

A jakie można mieć wrażenia gdy dosiada się czegoś co wszystko ma większe, grubsze, masywniejsze… , ale waży tyle co standardowy „góral” lub turystyk.

Dla kogoś kto jeździł „odchudzonym” sprzętem różnica masy będzie od razu wyczuwalna. Natomiast dla użytkownika średniej klasy roweru turystycznego lub MTB różnica będzie głównie polegała na rozmiarach…

Poruszając się asfaltem lub innymi utwardzonymi nawierzchniami bardzo szybko poczujemy znaczne opory toczenia balonów Big Ed’a i Fatboy’a. Obydwaj panowie na swych niedopompowanych, potężnych kapciach przyprawią o zmęczenie niczym po dobrym treningu nawet rowerzystę z dobrą kondycją już po kilku kilometrach żwawej jazdy asfaltowymi ddr-kami. Tylko, kto by tym jeździł po gładkich jak stół ddr-ach? No cóż, do testów wykonaliśmy taką próbę… Lekko nie jest!

Za to w terenie… Tam się zaczyna zabawa! Różnica pomiędzy jazdą leśną drogą gruntową a jazdą pomiędzy drzewami omijając drogę jest nieodczuwalna. Te dwa monstra wręcz kuszą do jazdy na przełaj z pominięciem wszelkich szlaków, tras, dróg, czy czegokolwiek co w teorii ma ułatwić i umożliwić jazdę pojazdami wyposażonymi w koła.

Zjeżdżanie ze znacznych wzniesień poprzecinanych korzeniami, kamieniami i czym tylko natura dysponuje daje pewność prowadzenia i znaczną dawkę emocji i adrenaliny. Na podjazdach również daje się odczuć przewagę szerokich i agresywnych opon wgryzających się w podłoże. Balony Grubasów robią sporą robotę i ani na chwilę nie pozwalają odczuć braku kontroli nad rowerem, bez względu na to czy jedziemy utwardzoną ścieżką czy dzikim leśnym odcinkiem, FatBike daje sobie radę wszędzie.

Na czym polega fenomen poruszania się w grząskim lub sypkim terenie? Oczywiście na odpowiednim ciśnieniu w oponach. Teoretyczny zakres dostępnych ciśnień w kapciach Tłuściocha to 0,5 do 2,5 bar (zalecane 0,5-1,5 bar). Żeby sprawnie poruszać w grząskim błocie lub sypkim piachu czy śniegu idealnym jest zastosowanie ciśnienia  0,5 bar. Wówczas FatBike pokazuje swoją wyższość ponad wszelkimi innymi pojazdami dwukołowymi poruszanymi siłą ludzkich mięśni. Podniesienie ciśnienia do 1,5 bar pozwoli na sprawne poruszanie się w utwardzonej miejskiej i leśnej dżungli. A dlaczego tylko 0,5 bar? To ekstremalnie niskie ciśnienie,  podczas jazdy po utwardzonej nawierzchni daje wrażenie jazdy na dwóch kapciach i jest zupełnie nieprzydatne, wręcz niekomfortowe. Odczucie to całkiem ustępuje, gdy utwardzona nawierzchnia zmienia się na sypką lub grząską, a to bardzo niskie ciśnienia w oponach pozwala na unikanie zapadania nawet podczas jazdy po grubej warstwie luźnego piachu lub śniegu. A dlaczego zakres ciśnień kończymy na 1,5 bar pomimo dopuszczalnych przez producenta 2,5? Bo przy tak wielkim balonie nasz rower będzie odbijał się od podłoża jak gumowa piłka. Wśród bezkresnych zasobów internetu można nawet odszukać informacje, że dzięki napompowaniu opon do górnej granicy ciśnień FatBike nie tonie w wodzie…

Czy ta propozycja producentów rowerów ma sens? Jeżeli została wymyślona i wyprodukowana to pewnie ma. Pierwsze FatBike powstały podobno na potrzeby klimatu Alaski, gdzie riderzy musieli poruszać się w bardzo trudnym, grząskim i zaśnieżonym terenie. Na swoje potrzeby łączyli dwie standardowe obręcze i naciągali na nie szerokie opony. Ale pamiętajmy, że w naszym klimacie na próżno marzyć o takich warunkach jak na Alasce. W naszych warunkach z pewnością FatBike znajdzie pasjonatów i swoją niszę rynkową. Z mojej perspektywy to dobra oferta dla kogoś, kto ma już kilka rowerów z różnych kategorii (mtb, szosa, full) i chce sobie uzupełnić stajnię o dodatkowy model… jako 3-4 może 5 rower.

Podsumowanie

Testowane modele FatBike’ów Scott Big Ed i Specjalized Fatboy to maszyny wszechstronne, dające mnóstwo przyjemności i frajdy z jazdy. To sprzęty, które sprawdzą się we wszystkich warunkach w zależności od oczekiwań. Spec i Scott dają mnóstwo przyjemności z jazdy i pozwalają na dużo więcej niż można oczekiwać od standardowego roweru górskiego. Ich żywioł to trudny i dla innych rowerów niedostępny teren na wyprawach pośród bezdroży. Jeżeli potrzebujecie roweru wielozadaniowego, który nie boi się żadnej nawierzchni, ale nie zależy Wam na szybkości poruszania się, oraz dysponujecie kondycją fizyczną powyżej średniej to FatBike z pewnością będzie dla Was interesującą propozycją.

Testowe egzemplarze udostępnione przez Sklep Rowerowy Wysepka w Gdańsku.

Szczegółowe specyfikacje rowerów dostępne pod linkami poniżej:

Specilized Fatboy

Scott Big Ed

Autor: Piotrek Książek