Jesień, deszcz, słota… chowasz rower do wiosny? A może lepiej przygotować się na takie niespodzianki pogodowe?

Oczywiście można i warto zainwestować w odpowiednią odzież i akcesoria, ale tutaj wszystko zależy od dostępnego budżetu. A wiadomym jest, że dobrej jakości odzież odporna na wodę ma swoją cenę i to wcale nie niską… Poza tym jesienią często zdarzają sytuacje, w których jesienna aura zaskakuje nas swoimi humorami. Poniżej podrzucę Wam kilka swoich sprawdzonych pomysłów stosowanych w różnych sytuacjach podczas udziału w „zabawach” terenowych okraszonych rewelacjami pogodowymi.

Jak sobie poradzić z marznącymi stopami podczas jazdy na rowerze? Odpowiedź prosta… trzeba je odpowiednio zabezpieczyć. Najlepiej nabyć odpowiednie obuwie, ale czy każdy jest zainteresowany wydaniem sześciu, siedmiu stówek na rowerowe obuwie jesienno – zimowe?

Na lecącą z nieba jesienną słotę dobrym rozwiązaniem jest używanie wodoodpornych ochraniaczy na buty lub skarpet wodoodpornych. O ile kupno dobrych ochraniaczy nie jest wielkim problemem, to znalezienie i kupno tych drugich jest zdecydowanie trudniejsze, a i cena też jest dość wysoka (około 200zł za parę). Alternatywą dla dwóch pierwszych mogą być zwykłe siatki foliowe, którymi możemy się poczęstować w osiedlowym spożywczaku …  Przemokły buty? Zdejmujemy przemoczony but i mokrą skarpetę. Zakładamy suchą skarpetę wyjętą z plecaka lub sakwy. Na suchą skarpetę zakładamy foliową siatkę i zabezpieczoną w ten sposób stopę wkładamy do przemoczonego buta. I takim prostym sposobem możemy zapewnić sobie odrobinę ciepła i komfortu na kolejnych kilka lub kilkanaście kilometrów. To właśnie jeden z tych powodów, dla których zawsze w plecaku wożę drugą parę skarpet. Dużo nie waży, a potrafi dać tyle radości i przyjemności… Ryzyko tego rozwiązania jest takie, że przy intensywnej jeździe foliowa siatka nie odprowadza dostatecznie wilgoci od stopy i w efekcie skrapla się wewnątrz na skarpecie. To z kolei może wpłynąć negatywnie dla komfortu naszych stóp. Tak czy inaczej ten sposób pozwoli nam na awaryjne dojechanie do miejsca gdzie będziemy mogli się rozgrzać i wysuszyć.

Jeździcie w butach SPD? Ja  w butach letnich jeżdżę cały rok z wyjątkiem mroźnych dni kiedy temperatura spada poniżej minus dziesięciu stopni . Wtedy obuwie zmieniam na trekkingowe. Wyobraźcie sobie, że jedziecie rowerem po opadach deszczu. Jest mokre podłoże, ale nie pada z nieba. Zatrzymujecie się. Stawiacie stopę na podłożu (niekoniecznie w kałuży). Robicie kilka kroków po mokrej nawierzchni i czujecie…  mokro w bucie? Kto tak miał? No właśnie… Ja w pierwszym sezonie jazdy w SPD-ach doświadczyłem tej niespodzianki i posłuchałem wtedy rady bardziej doświadczonego kolegi. Potraktowałem spody moich butów silikonem. Wysmarowałem szczelnie dookoła metalowego bloku na zewnątrz i wewnątrz pod wkładką. To pozwoliło zapobiec niekontrolowanemu zasysaniu wody do środka buta przez otwory służące do mocowania metalowego bloku do podeszwy.

Będąc przy butach warto jeszcze wspomnieć o sposobie na marznące stopy. O ile jesienią lub przy niewielkim mrozie wystarczy zastosować ochraniacze zewnętrzne na obuwie, to w przypadku kiedy temperatura spada poniżej minus pięciu stopni warto zastosować coś w rodzaju „onucy” (dawna skarpeta) przygotowanej wcześniej z koca ratunkowego, który można nabyć np. w aptece. Koc ratunkowy wykonany jest z cienkiej folii aluminiowej i jego zadaniem jest zatrzymanie ciepła i nie dopuszczenie do wyziębienia organizmu. Oczywiście zależy to od strony, którą skierujemy do ciała (dokładne działanie i zastosowanie opisane jest w każdej instrukcji koca).  Jak przygotować taką onucę? Wystarczy z całego arkusza wyciąć pas szerokości około 20-25cm z szerokości całego koca. Przygotowujemy sobie takie dwie onuce, jedna na prawą, druga na lewą nogę. Możemy również przygotować taki zestaw dla kolegi lub koleżanki … Koca wystarczy dla kilku osób. Przygotowaliśmy już onucę. Czas ją założyć… Na stopę zakładamy cienką skarpetę. Następnie stopę w skarpecie owijamy przygotowaną wcześniej onucą i na to zakładamy drugą skarpetę. W zależności od temperatury może to być cienka lub gruba skarpeta. To samo robimy dla drugiej stopy. Należy pamiętać, że jeżeli planujecie zakup SPD-ów i chcecie w nich jeździć cały rok to warto nabyć je odrobinę większe. A to dlatego, że w przypadku zastosowanie proponowanego rozwiązania stopa i tak Wam zmarznie ponieważ po założeniu podwójnej skarpety będzie miała zbyt mało przestrzeni w bucie. To tak jak w przypadku zbyt ciasnych rękawiczek. Choćby nie wiem jak ciepłe, jak są zbyt ciasne i tak dłoń marznie. Nie zakładajcie również onucy na gołą stopę, ponieważ grozi to otarciami lub odparzeniami.

Wsparciem dla zmarzniętych stóp mogą być również wkładki podgrzewające zasilane bateriami lub akumulatorkami. Plusem tego rozwiązania jest przyjemne „ciepełko” w bucie, ale minusem z kolei jest czas działania i cena tego rozwiązania. Niemalże ten sam efekt możemy osiągnąć przez zastosowanie plastrów rozgrzewających dostępnych w aptekach i nawet w sklepach ogólnospożywczych sprzedających paraleki. Wystarczy taki plaster przykleić do spodniej części gołej stopy i na to założyć skarpetę. Reakcja chemiczna wywołana przez kontakt skóry z plastrem podnosi temperaturę odczuwalną nawet do plus czterdziestu stopni. Czas działania i temperatura jest zależna od producenta plastra.

Stosowanie powyżej przytoczonych sposobów już wielokrotnie pozwoliło mi na w miarę komfortowe ukończenie rajdów, wypraw i wycieczek rowerowych w różnych czasem nawet bardzo nieprzyjaznych warunkach. Część z moich propozycji być może jest już przez Was stosowana, część może być nowością… a może macie swoje sprawdzone „patenty” na pogodowe kaprysy?

Piszcie w komentarzach lub na e-mail: lubimyrowery@gmail.com

Autor: Piotrek Książek

Kontynuując rozpoczęty cykl zimowych przygotowań rowerowych tym razem zajmijmy się osobą rowerzysty …

W myśl zasady „Nie ma złej pogody na rower, są tylko nieodpowiednio ubrani ludzie” warto zadbać o odpowiedni ubiór podczas zimowego „rowerowania”. Docenimy to już po pierwszym kilometrze jazdy. Ubierajmy się ciepło, ale bez przesady. Idąc do pracy lub szkoły, stojąc na przystanku ubieramy się żeby nam było ciepło. Wybierając się na rower starajmy się ubierać tak, by wychodząc na zewnątrz czuć lekki chłód. Dlaczego? W drodze do pracy raczej nie możemy liczyć na większy wysiłek fizyczny. Chyba, że spóźnimy się na autobus … Jadąc rowerem nasz organizm pod wpływem wysiłku fizycznego wydziela znaczne ilości ciepła. Zbyt ciepłe ubrania spowodują przegrzanie ciała, nadmierne pocenie i w efekcie wyziębienie spowodowane mokrą odzieżą. Gdy będziemy ubrani lżej – podczas jazdy ciepło wytwarzane przez nasz organizm i tracone na skutek zimna zewnętrznego zrównoważy się tak, abyśmy mieli prawidłową temperaturę przy skórze. Najlepiej ubierać się na przysłowiową cebulkę. Dla własnego komfortu starajmy się ubierać na siebie w miarę możliwości tylko odzież termoaktywną. Aktualnie raczej nie ma problemu z jej doborem, a ceny też już nie są nader wysokie. Warto też mieć na uwadze fakt, że najtańsze modele dostępne na rynku niekoniecznie spełniają swoje zadanie. Chcąc zadbać o swój komfort jazdy zimą zainwestujmy większą sumę pieniędzy i wybierzmy sprawdzone produkty. Najważniejszym elementem odzieży termoaktywnej jest bielizna. Spełniająca swoje zadanie powinna odprowadzać wilgoć od naszego ciała do kolejnej warstwy odzieży. Kolejne warstwy również dobrze, żeby były oddychające. Jeżeli na bielizną termoaktywną założymy sztuczną bluzę, cały efekt oddychania bielizny zostanie zniweczony. Dobierając warstwy odzieży zaczynajmy od najcieńszych, a każda kolejna powinna być grubsza. Rzecz jasna, że strój nie powinien krępować ruchów. Na bieliznę termoaktywną zakładamy w zależności od temperatury otoczenia (tutaj już musicie doświadczalnie zbadać) cieńszą lub grubszą bluzę. Dobrze jeśli mamy (tak jak bieliznę) termoaktywną. Jeżeli nie to zadbajmy o to, żeby była przepuszczająca ciepło. Na bluzę zakładamy kurtkę z membraną. Jeśli jest bezwietrznie i w miarę ciepło, tzn. bez srogich mrozów, wystarczy sama kurtka windstopperowa. Warstwa zewnętrzna jest najważniejsza – powinna być koniecznie z nieprzepuszczającego wiatru materiału. W ostatnim czasie można zaobserwować wysyp różnego rodzaju softshelli, ale prawda jest taka, że zwykła i tania kurtka softshellowa nie oddycha i po dłuższej i intensywnej jeździe na rowerze mamy wrażenie „gotowania się we własnym sosie”. Taki softshell nie przepuszcza wilgoci z wewnątrz i po pewnym czasie cała nasza odzież pod nim jest mokra. A to już pierwszy krok do wychłodzenia. Dobierając kurtkę zewnętrzną bez względu na to z jakiego tworzywa zadbajmy o odpowiednią wentylację. Dobrym rozwiązaniem są produkty posiadające odpowiednie suwaki na bokach pod rękawem. Pozwalają one po rozsunięciu na odprowadzenie nadmiaru ciepła a tym samym i wilgoci spod kurtki.

Górę ciała mamy ubraną, a co na nogi? Najlepiej spodnie … Oczywiście warto pamiętać, żeby pod spodnie założyć również bieliznę termoaktywną, która ponadto osłoni od zimna stawy kolanowe. Można założyć dodatkowe ocieplacze na kolana , ale to już kwestia gustu i potrzeb. Ze względu na warunki panujące w otoczeniu dobrze jest jeśli wybrane przez nas spodnie są również wykonane z tkanin syntetycznych zabezpieczających do pewnego stopnia przed wilgocią, deszczem i wiatrem. Dość istotnym elementem spodni lub bielizny są szelki, które uchronią nas przed „hulaniem wiatru po krzyżu”.

Jako, że przez głowę najwięcej ciepła ucieka, warto i ją odpowiednio uchronić przed zimnem. Pod kaskiem sprawdzają się czepki, najlepiej windstopperowe wyściełane delikatnym polarem, zaś w bardzo niskich temperaturach kominiarki, które dodatkowo osłaniają policzki i uszy od mrozu. Dobrym rozwiązaniem na delikatne mrozy jest zakładanie na głowę coraz popularniejszych buff-ów. Można go również użyć jako alternatywy dla szalika na szyi. Odkrytą część twarzy koniecznie trzeba nasmarować tłustym kremem lub wazeliną. Oczywiście na duże mrozy można założyć ciepłą czapę, ale my zalecamy jazdę w kasku przez cały rok i podpowiadamy jak się odpowiednio ubrać pod kask.  Spotkanie głowy bez kasku nie tylko z lodem, ale każdym innym podłożem nie jest przyjemne. Podczas jazdy zimą koniecznie trzeba zadbać o oczy zakładając okulary białe jeżeli jest ponuro lub przeciw słoneczne jeśli nadmiernie operuje słońce. Zabezpieczy to nas przed nadmiernym łzawieniem spowodowanym zimnym wiatrem lub ochroni przed oślepiającym słońcem. Żeby osłonić przed zimnem szyję można stosować szaliki, ale zdecydowanie lepszy będzie buff i kurtka lub bluza z odpowiednio wysoką stójką.

Prawdziwym utrapieniem rowerzystów jeżdżących zimą są marznące palce u stóp. I wcale nie jest powiedziane, że dobór odpowiednich skarpet, jednej lub dwóch  par rozwiąże ten problem.  Dobór skarpet w dużej mierze zależy od butów, w których jeździmy. Oczywiście znacznie cieplej jest w butach trekkingowych czy górskich, jednak nikt nie powiedział że jeżdżąc w butach zatrzaskowych od razu trzeba marznąć! Najlepiej zatem ubrać długie, ciepłe narciarskie skarpety (przy srogich mrozach można nawet i 2 pary), jednak ważne jest by stopa nie była zbyt ściśnięta i można było swobodnie ruszać palcami. Jeśli but będzie zbyt ciasny efekt będzie odwrotny, dotyczy to każdych butów, nie tylko rowerowych. Dodatkowo można założyć jeszcze ochraniacze windstopperowe lub nieco grubsze neoprenowe. Kupując ochraniacze warto do sklepu udać się z własnym butem, gdyż nie zawsze rozmiar, rozmiarowi równy. Warto zwrócić uwagę na wykonanie czubka, najlepiej by był pełny, dzięki temu nie podwija się przy schodzeniu z roweru. Część rowerzystów na zimę wraca do zwykłych pedałów i butów górskich a idealnym rozwiązaniem wydaje się jest kupno zimowych butów zatrzaskowych, ale nie każdy jeżdżący zimą chce inwestować dobrych kilkaset złotych w to rozwiązanie. Zimowe buty zatrzaskowe to dość droga impreza.

Jedną z ważniejszych o ile nie najważniejszą rzeczą w zimowym „rowerowaniu” są ciepłe rękawiczki. Bez nich praktycznie trudno sobie wyobrazić jazdę rowerem na mrozie. Przy szybszej jeździe nagie dłonie grabieją i bolą. W ciągu kilku minut można je sobie odmrozić, dlatego warto kupować rękawiczki z tkanin nieprzepuszczających wiatru i wody. Dość dobrze sprawdzają się również rękawice narciarskie z goreteksu. Na duże mrozy potrzebne będą niekiedy nawet dwie pary. Cieńsze – takie, w których wygodnie będzie na przykład szperać w plecaku – wkładamy pod spód, a grubsze narciarskie na wierzch. Koniecznie trzeba przestrzegać zasady, by nie było nam w nich za ciasno. Kilka warstw na niewiele się zdaje, gdy dłonie są ściśnięte i palce nie mają możliwości poruszania.

Pamiętajmy, że wilgoć potęguje zimno! Na Pomorzu, pojezierzach czy też w pobliżu większych zbiorników wodnych, wilgoć jest znacznie większa niż na przykład w górach. Dlatego podczas wycieczki rowerowej w zimie liczy się nie tylko temperatura powietrza, ale także jego wilgotność oraz prędkość wiatru. Odczuwalnie cieplej może być w słoneczny, bezwietrzny dzień, kiedy temperatura wynosi minus 7 stopni, a nawet minus 10, niż w pochmurny, mglisty i wietrzny, kiedy temperatura jest minimalnie na plusie.

Przy odpowiednim doborze odzieży rowerowej należy zachować zdrowy rozsądek i nie popadać w skrajność. Wybierając się na wycieczkę dłuższą, czy też krótszą dobrze jest zabrać ze sobą niewielki plecak i włożyć do niego kilka zapasowych ubrań, które w razie potrzeby możemy dodatkowo założyć.

O tym co warto zapakować do plecaka zimą w kolejnym artykule już niebawem.

Jesień to oczywiście okres, kiedy ciepłolubni rowerzyści zamykają swoje bajki (rowery) w garażach, piwnicach, rowerowniach itp. Ścieżki rowerowe i szlaki pustoszeją, ale nie tak do końca. Pozostaje pewna grupa zapaleńców, którzy kręcą dalej swoje kilometry.

Prawda jest taka, że w naszym klimacie jesień rowerzystów nie rozpieszcza i niejednokrotnie zaskakuje porannymi przymrozkami, deszczem i wietrzną aurą. Do wszystkich tych niedogodności należy jeszcze dołożyć później wstające słońce i wcześniej zapadający zmrok. Krótko ujmując – Rowerzysta jesienią nie ma lekko …

Zatem jak się przygotować by bezpiecznie i w miarę komfortowo poruszać się w niekorzystnych jesiennych warunkach na szlaku i w mieście.

Pierwsza i najważniejsza zasada:

Bądź widoczny! Rowerzysta poruszający się po drogach musi być widoczny dla kierowcy. Nie tylko po zmroku, ale i w ciągu dnia. Miejmy na uwadze, że w okresie jesiennym przejrzystość powietrza jest zdecydowanie mniejsza. Ubierajmy się w miarę możliwości w stroje w jaskrawych kontrastujących z otoczeniem kolorach. Producenci ubrań sportowych obecnie dysponują szeroką paletą kolorystyczną. Warto zainwestować w specjalne opaski, kamizelki lub inne elementy odblaskowe. Ponadto tuż po zapadnięciu zmroku należy pamiętać o zapaleniu lampek: białej z przodu i czerwonej z tyłu. Tylną lampkę najlepiej umieścić na plecaku, na kurtce lub kasku, żeby nie chowała się gdzieś, ledwo wystając zza błotnika. Dla Waszego bezpieczeństwa musicie świecić jak bożonarodzeniowa choinka!

Drugorzędna, ale istotna rzecz:

Uważajcie na znaki poziome na jezdni, wymalowane białą lub żółtą farbą, a w szczególności na pasy przejścia dla pieszych. To, co „białe” na jezdni może być bardzo śliskie, szczególnie po opadach deszczu. Hamowanie na czymś takim może mieć bolesne skutki.

Trzecie i niemniej istotne od powyższych:

Jesień na rowerzeKonsekwentnie wymuszajcie na kierowcach przestrzeganie nakazu omijania jednośladów w odległości nie mniejszej niż jeden metr. Tak, celowo i z premedytacją ująłem słowa WYMUSZAJCIE (więcej o przepisach o ruchu drogowym rowerów można przeczytać TUTAJ). Jazda „możliwie blisko prawej krawędzi jezdni” nie oznacza jazdy tuż przy krawężniku. Trzeba brać poprawkę na otwierające się drzwi zaparkowanych samochodów, dziury w jezdni i inne przeszkody. Zahaczenie pedałem o krawężnik może doprowadzić do wywrócenia rowerzysty i niebezpiecznego wypadku. Bezpieczna odległość to około 1 m od krawężnika – a nawet dalej. Wtedy rowerzysta ma większe pole manewru jeśli zauważy przeszkodę. Będzie ją mógł ominąć z prawej, a nie tylko lewej strony. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze jest to możliwe, jednak bardzo pomaga jazda na co najmniej pół metra od krawężnika, a nie tuż przy nim. Jeśli na drodze, którą się poruszacie nie ma aż tyle miejsca, żeby wykonać bezpiecznie niebezpieczny manewr starajcie się nie robić gwałtownych manewrów, chcąc ominąć przeszkodę. Pamiętajcie, że taki  nagły „unik” dla jadącego za Wami kierowcy samochodu może być sporym zaskoczeniem, jeśli właśnie w tym momencie ma zamiar wyprzedzić rowerzystę.

Bezpieczeństwo to jeden z elementów, na które warto zwrócić uwagę przygotowując się do jesieni na rowerze. Istotnym elementem jest zadbanie o odpowiednią odzież. Cóż to za przyjemność z jazdy jeżeli jest nam zimno lub wszystko mamy mokre od jesiennego deszczu? Zatem jak się ubrać na rower aby przejażdżka była przyjemnością a nie drogą do przeziębienia i kilku dni wygrzewania w łóżku…

Jesień na rowerzeCoraz częściej na ulicach polskich miast można zaobserwować rowerzystów poruszających się na swoich rowerach w normalnych codziennych ubraniach. Oczywiście nie jest to żaden błąd pod warunkiem, że poruszamy się w tempie „spacerowym” i bez większego wysiłku. Podstawową zasadą jest nie dopuszczenie do wydzielenia nadmiernych ilości wilgoci (potu) przez nasz organizm. W przeciwnym przypadku zwykła bawełniana odzież ulegnie przepoceniu i mokra będzie przylegać do naszego ciała. To z kolei pierwszy krok do wyziębienia naszego ciała. Dlatego warto tutaj sięgnąć po odzież termoaktywną. Ubranie termiczne zapewnia lepszą wentylację, łatwiej nam w nim utrzymać stałą temperaturę ciała. Głównym zadaniem odzieży termoaktywnej jest odprowadzenie tego potu z powierzchni skóry. Ma to zasadnicze znaczenie dla naszego komfortu cieplnego. Przez wilgoć wychładzamy nasze ciało znacznie szybciej niż w suchych warunkach. Odzież termoaktywna zapobiega temu procesowi, dzięki odpowiedniej konstrukcji włókien i strukturze materiału. Wilgoć zostaje odprowadzona do zewnętrznej warstwy materiału i powierzchnia skóry dłużej pozostaje sucha, a my dłużej utrzymujemy ciepło.

Należy również mieć na uwadze zmienność pogody jesiennej. Poranne chłody a nawet przymrozki. Południowe słońce i jeszcze wysokie temperatury, oraz znacznie częstsze i bardziej niespodziewane opady niż latem. I to właśnie opady są największą zmorą rowerzysty. W przeciwieństwie do letnich przelotnych i ciepłych deszczy te jesienne potrafią być długotrwałe i dotkliwie zimne. Niezbędne jest tutaj odpowiednie zabezpieczenie swojej garderoby producenci odzieży sportowej oferują szeroką gamę kurtek, spodni czy też płaszczy przeciwdeszczowych. Warto ze sobą cały czas mieć płaszcz lub kurtkę które w każdej chwili można wyjąć z torby lub plecaka. Taka kurtka ochronna z pewnością nie jest wielkim obciążeniem dla naszego bagażu.

Jesień na rowerzeA jak z kolei zabezpieczyć się przed znacznymi wahaniami temperatur? Dobrą rozwiązaniem są kurtki turystyczne typu softshell lub modele z wypinanym polarem, czyli tzw. kurtki 3 w 1. Producenci często wyposażają je w rozwiązania, które sprawdzają się nie tylko na górskim szlaku, ale mogą ułatwić podróż rowerem. Ściągacze na rękawach i w pasie zapobiegają dostawaniu się zimnego powietrza pod kurtkę. Rozpinane wywietrzniki pod pachami odprowadzają nadmiar ciepła. W deszczowe dni rowerzyści docenią laminowane zamki i możliwość regulowania kaptura. Ważne, aby móc go wyprofilować w ten sposób, żeby dobrze trzymał się głowy i nie ograniczał widoczności bocznej. Zaletą kurtek turystycznych wysokiej jakości jest również komfort termiczny oraz nieprzemakalność, zapewnione dzięki specjalnemu materiałowi – membranie. Taki softshell to również zapewnienie sobie komfortu podczas niespodziewanych opadów jesiennych. Membrany stosowane w odzieży turystycznej mają dwa zadania. Zewnętrzna warstwa skutecznie chroni przed deszczem. Sprawia, że zimne powietrze nie przenika przez materiał i nie powoduje wychłodzenia. Wewnętrzna warstwa ma strukturę mikroporowatą. Dzięki temu sprawnie odprowadza wilgoć, która powstaje podczas wysiłku. W efekcie kurtka chroni przed niesprzyjającą pogodą i jednocześnie zapobiega nadmiernemu poceniu się.

Ci co poruszają się cały rok na rowerze doskonale wiedzą, że duże wahania temperatury i pęd powietrza podczas jazdy sprawiają, że rowerzyści wcześniej niż piesi muszą wyciągnąć z szafy rękawiczki, szaliki i czapki. Poranne chłody najszybciej odczujemy poprzez dłonie. Do jazdy w okresie jesiennym wystarczą zwykłe rękawiczki. Planując jazdę również w zimie, można pomyśleć o rękawiczkach z warstwą membranową, podobną do tej, którą stosuje się w kurtkach turystycznych. Równie szybko sięgniemy po szalik i czapkę. Szyja i głowa również są obszarami równie jak dłonie narażonymi na wychłodzenie. Właściwa ochrona tych części ciała pozwoli uniknąć przeziębienia, zwłaszcza podczas jazdy przy niskich, porannych temperaturach.

Wbrew pozorom, podróżowanie na rowerze jesienią nie jest przeznaczone dla twardzieli, którzy za nic mają niskie temperatury, deszcze i słoty. Jesień wcale nie oznacza schowania roweru do ciemnej piwnicy, az do następnej wiosny.  Oprócz lepszej kondycji i czystej przyjemności płynącej z jazdy, regularny ruch zwiększa odporność i pozwala uniknąć choroby w tym trudnym dla organizmu okresie. Wystarczy tylko pamiętać o kliku prostych zasadach dotyczących bezpieczeństwa i ubierana się, aby przejechać przez jesień a nawet zimę bez przystanku w gabinecie lekarskim.

Autor: Piotrek Książek

Zdjęcia: Piotrek Książek