Kilka tygodni temu miałem okazję zapoznać się z rowerami Whyte’a w trakcie targów Bike Festiwal 2016 w Gdańsku. Pierwsze co przyciągnęło moją uwagę to ich krzykliwa i jaskrawa kolorystyka i „jakaś taka inna geometria ramy” … Szczerze mówiąc mocno mnie to zaintrygowało. Kilka słów z przedstawicielem dystrybutora na stoisku targowym skutecznie zachęciło mnie, żeby przyjrzeć się tej marce z bliska. Zacząłem szperać w sieci i wyszukiwać informacji producencie, rowerach i strategii marki o tzw. geometrii progresywnej… No i wzięło mnie! To jest to czego szukałem od długiego czasu! Pierwsza okazja do skorzystania z jazdy testowej Whyte’m nadarzyła się przy okazji organizacji Rowerowej Majówki na Kaszubach. Z Whyte Bike Polska udostępniono mi hardtraila z numerycznym oznaczeniem modelu 905 RS. Te cztery dni i niespełna 300km na siodełku 905-ątki jeszcze bardziej mnie upewniły w przekonaniu, że to jest to czego szukałem!

Specyfikacja (w skrócie) i opis

Szczegółowa TUTAJ

W całym opisie modelu odpuszczę sobie szczegóły jego specyfikacji, że przerzutka, że kaseta, że amortyzator przedni, takie i takie kąty ramy… Mnie to nie robi! Ma być „fun” i przyjemność z jazdy, ma być adrenalina, ma być szum w uszach! Tylko w skrócie: Rama tego demona zbudowana jest na bazie geometrii progresywnej o której już się rozpisywałam opisując ogólnie markę (TUTAJ). Do produkcji ramy zastosowano aluminium stopu 6061Hydro Formed T6 – jest sztywno i nie koniecznie lekko, ale tak ma być… Jak ktoś chce „wylajtowany” sprzęt – to nie w tym przypadku! Lekko nie jest… Producent nie podaje wagi, a mnie nie przyszło do głowy ważyć to monstrum. Bo po co. Cięższy szybciej poleci na zjazdach – ot taka fizyka! Whyte 905 RS toczy się na kołach WTB Asym i23 TCS 27,5 cala obutych w opony WTB Trail Boss, 27.5″ X 2.25″ TCS. Opony dość dobre, ale ja osobiście wolę bardziej agresywny bieżnik z bardziej „chamską” kostką zapewniający lepsze trzymanie na luźnych, sypkich lub błotnistych nawierzchniach. Za komfort naszych łapek odpowiada RockShox Yari o skoku 130mm. To wszystko napędza Sram w konfiguracji 1×11 a za kontrolę i bezpieczeństwo … oczywiście również Sram, ale hydrauliczny DB5 z tarczami 180mm z przodu i 160mm z tyłu. Za sprawne składanie się w zakręty i wygodę prowadzenia odpowiedzialna jest dość  szeroka bo aż 760 mm kierownica.

Teren w jakim doświadczałem Whyte’a 905 RS to głównie kaszubskie bezdroża, leśne i polne dukty, częściowo asfalty lub inne mniej istotne nawierzchnie utwardzone (kostki, bruki itp.). Z nawierzchni wszystko co tylko dostępne w palecie rodzajów. W kwestii ukształtowania terenu było bardzo zmiennie – dużo pod górę i niemalże tyle samo z górki. Szczegółowo opisane trasy i ich mapki znajdziecie w opisie i relacji z Rowerowej Majówki na Kaszubach (już niebawem na stronie). Wyjątkowo w ostatnim dniu testu, tuż przed zdaniem roweru pozwoliłem sobie pohasać na orłowskim klifie … gdzie został nakręcony materiał filmowy. Tam z kolei miałem okazję sprawdzić jak sprawują się opony WTB Trail Boss naciągnięte na  obręcze Whyte’a na podłożu twardym, gliniastym pokrytym luźnym i sypkim pyłem lub piaskiem… Wypadły słabo! Szybkie i ciasne zakręty u podnóża zjazdu kończyły się znacznymi uślizgami w bok co kilkakrotnie omal nie zakończyło się efektowną glebą … ale adrenalinka musi być! Bez tego się nie da!

To, że perfekcyjnie pracuje napęd a hamulce bardzo skutecznie kontrolują jazdę to wiedzą z pewnością wszyscy, którzy mieli lub mają do czynienia ze Sram-em. Ci, którzy nie mieli – muszą mi zaufać… tak jest… Przez całe prawie 300 km nawet raz nie miałem problemów typu przycinanie się, opóźnione spadanie na niższą zębatkę bez względu na warunki i moment, w którym przełączałem biegi. Hamulce w niczym nie odbiegały kulturą pracy od układu napędowego – niezawodność na najwyższym poziomie.

Wrażenia z jazdy

Pierwsze odczucie po zajęciu pozycji na siodełku? Ten rower jest nienaturalnie dłuuugi… ale tylko w ramie. Taka jest właśnie specyfika geometrii progresywnej. Dodam, że testowany model miał ramę w rozmiarze M, gdzie do mojego wzrostu (180cm) powinienem dosiadać L-ki. Długa rama, a mostek niemalże zmniejszony do zera i kilka dodatkowych niuansów wynikających ze specyfiki tego rodzaju geometrii. Co to daje? Obniżenie środka ciężkości ridera i roweru a tym pewniejsze trzymanie się szlaku, dokładniejsze panowanie nad zestawem w ciasnych singlach. Określenie, że jedzie się „w rowerze” a nie „na rowerze” znajduje w przypadku 905-ątki doskonałe odzwierciedlenie – to z moich spostrzeżeń podczas jazdy. 905-ątka to (i nie na darmo ująłem to w tytule „podszyty diabłem”) prawdziwy kusiciel… to rower, który wręcz zachęca i zmusza do agresywnej i dynamicznej gonki na zjazdach, do dynamicznej zmiany kierunków. Kusi do tego stopnie, że łatwo się zapomnieć i puścić wodze fantazji na tyle, żeby w pewnych momentach poczuć coś więcej niż przypływ adrenaliny… sam omal się nie dałem ponieść temu szaleństwo kończąc to kilkumetrowym lotem z orłowskiego klifu… było gorąco, a po wszystkim wymagało dłuższej przerwy na złapanie oddechu. Whyte 905 RS to maszyna, która kusi do wariacji, ale i wiele jest w stanie wybaczyć. Szaleństwo na zjazdach to jedno, a co w przypadku gdy ktoś lubi podjazdy? W dużej części rowerów o podobnej charakterystyce (rowerów szlakowych) niestety podjazdy nie są silną stroną. A zmaganie się ze stromiznami wymaga poza dobrą kondycją dodatkowych umiejętności i wydatku energetycznego na utrzymanie stabilnej przyczepności przedniego koła. Efekt? Przy dłuższych dystansach ból pleców i ramion. Whyte w tym przypadku jest inny… doskonale spisując się podczas jazdy w dół, zachowuje również wspaniałe właściwości podczas jazdy w górę. Podjazdy wydają się dla niego również być naturalnym środowiskiem.

Ale żeby nie było tylko słodko to Whyte 905 ma też i mankamenty. Ależ owszem – Są… drobne i bardziej wynikające z trendu rozwoju rowerów segmentu premium jak np. konfiguracja napędu. W 905-tce zastosowano napęd 1X11 Sram’a, który wspaniale sprawdza się w rowerach startowych, ścigaczach itp.  I chwała im za to… W moim przypadku do pokonywania szlaków i długich dystansów taki napęd nie jest tym „co lubią tygryski” … Brakuje dodatkowych zębatek z przodu! W liczbie chociażby jeszcze jednej lub napędu w konfiguracji np. 2×10.  Dodatkowo to co uważam, w tej klasie roweru powinno być obowiązkiem – przedni amortyzator z manetką blokującą skok na kierownicy … A tutaj do blokowania, niestety trzeba się wychylać i sięgać do przedniego amora.

Podsumowanie

Po tych kilku dniach z 905-ątką wróciłem do swojego „Evo”, ale to już nie to samo … Po emocjach na Whyte’cie nic już nie jest takie samo! Tak jak we wszystkich moich artykułach i testach to wyłącznie moja opinia i odczucie. Bo każdy ma do tego prawo… A czy Wam przypadnie do gustu 905-ątka lub inny model spod znaku Whyte’a możecie sprawdzić korzystając z testów organizowanych przy okazji różnych imprez rowerowych.

Rower do testów udostępniony przez

Whyte Bikes Polska

.

Autor:

Piotrek Książek

Polski rynek rowerowy, wydawać by się mogło oferuje już na tyle szeroką paletę marek, modeli i rodzajów rowerów, że nie ma w nim już miejsca dla kolejnego gracza. Oczywiście… dla gracza oferującego „zwyczajne” rowery może i nie ma, ale dla kogoś kto oferuje nie tylko rowery, ale proponuje rozwiązania nieszablonowe, nowatorskie, kreujące i wytyczające kierunki, kogoś kto tworzy zwycięzców i pogromców różnego rodzaju testów i rankingów z pewnością miejsce się znajdzie.

Tak jest w przypadku marki Whyte. Na naszym podwórku głównie znany tylko w wąskim kręgu obserwatorów wyspiarskich doniesień medialnych. Z kolei w Wielkiej Brytanii, kolebce marki to lider i zwycięzca wielu rankingów. Najnowsze osiągnięcie to prestiżowa nagroda dla modelu T130 RS, który okazał się najlepszym rowerem spośród 28 testowanych modeli według branżowego pisma WHAT MOUNTAIN BIKE.

Źródło: Whyte T-130 RS – Trail Bike of the Year Winner from whyte.bike on Vimeo.

Początek marki to rok 1994 kiedy to założyciel, John Whyte konstruktor Formuły 1 w zespole Benetton postanowił konstruować rowery … – fulle. Według założeń i strategii marki Whyte największą uwagę przywiązuje do geometrii ramy – uściślając – geometrii progresywnej …

Czym jest geometria progresywna? W skrócie ujmując – nisko, płasko, długo – Jaśniej i na nasze? Czyli skracamy mostek a wydłużamy górną rurę ramy. W efekcie przy odpowiednim zestrojeniu tych parametrów konstruktorzy osiągają zdecydowaną poprawę stabilności roweru dzięki rozciągnięciu bazy kół. Dzięki krótkiemu mostkowi poprawia się precyzja i szybkość sterowania i co bardzo ważne jeździec ma uczucie siedzenia „w rowerze” a nie „na nim” – ma to z kolei pozytywne przełożenie na pewność siebie przy prowadzeniu w zakrętach i trzeba się przyłożyć, żeby zaliczyć lot przez kierownicę. Dla projektantów Whyte’a geometria ramy to istotny powód do szczególnej ekscytacji. To właśnie te cyferki, wymiary i kąty określają gdzie między kołami umieszczony jest rowerzysta i w jaki sposób rower łączy się z ziemią. Według strategii marki to właśnie geometria jest najważniejsza, ponieważ komponenty i podzespoły można wymienić, a rama to element określający sposób poruszania się.  W przypadku Whyte’a konstruktorzy odrobili pracę domową i z tego zagadnienia (wydawać by się mogło prozaicznego) utworzyli sztukę i doprowadzili ją do perfekcji. W końcu za darmo i na wyrost model T130 RS nie zgarnął by prestiżowego pudła w WHAT MOUNTAIN BIKE. Przekonanie Whyte’a do geometrii progresywnej jest widoczne w prawie wszystkich modelach tego producenta, nawet najtańsze hardtraile są budowane w tej charakterystyce.

O perfekcyjnej geometrii Whyte-ów można by się rozpisywać jeszcze długo, ale oferowane modele zaskakują również kilkoma innymi nie mniej ciekawymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi bardzo przydatnymi i pożądanymi w rowerach eksploatowanych w trudnych lub bardzo trudnych warunkach atmosferycznych – iście brytyjskich.

Konstruktorzy Whyte’a swoje biurka mają zlokalizowane w Catswolds – UK, ale szczycą się tym, że swoje pomysły testują i wdrażają w miejscach mało przyjaznych i wręcz nieprawdopodobnych takich jak np. wyschnięte koryto rzeki w Botswanie … Wiele rozwiązań zastosowanych w modelach to wynik obserwacji i wsłuchiwania się w oczekiwania środowiska rajderów. Wynikiem tego było wynalezienie nowatorskiego sposobu mocowania sztycy. A wiedzą o tym głównie Ci, którym przyszło walczyć zmarzniętymi dłońmi z szybkozłączką. W modelach Whyte standardową szybkozłączkę zastąpioną szerszą, łatwiejszą w obsłudze.

Jakby tego było mało projektanci poszli jeszcze dalej i opracowali konstrukcję nazwaną intergirp, która pozwala wyeliminować rozcięcie w ramie a tym samym woda, wilgoć, piach i wszystko to co znajduje się na szlaku nie dostaje się pomiędzy rurę podsiodłową a sztycę.

Kolejnym elementem konstrukcyjnym, za który należą się chłopakom z Whyte’a oklaski jest autorska konstrukcja uszczelnianych łożysk z dodatkowymi zaślepkami zabezpieczającymi przed tym czego byśmy tam nie chcieli zobaczyć. Whyte jest tak pewien niezawodności swojego rozwiązania, że oferuje dożywotnią gwarancję na łożyska tylnego zawieszenia.

Dodatkowe zabezpieczenia przed wpływem „brytyjskiej aury” można również zauważyć na linkach w większości modeli w całości skrytych pod pancerzem. W miejscach wprowadzenia pancerzy do wnętrza ramy dla wprawnego oka zauważalne są specjalnie przygotowane porty zabezpieczające przed dostaniem się wilgoci oraz eliminujące „telepanie” się przewodów w ramie.

Na pierwszy rzut oka oferta Whyte’a to utytułowane modele enduro. Nic bardziej mylnego. Paleta rowerów jest bardzo szeroka i każdy z nich ma swoje indywidualne cechy. Każdy oferuje sprawdzone, przemyślane i bardzo dobrze wykonane rozwiązania konstrukcyjne. Szczegółowy katalog dostępnych modeli znajduje się na stronie Whyte Bikes Polska

Podsumowanie

Tak, z pewnością Whyte robi wrażenie i to nader pozytywne. Nie tylko designem ale i jakością wykonania. Zastosowane rozwiązania, użyte materiały to naprawdę wysoka półka. Topowe modele to również górnopółkowe komponenty gwarantujące najwyższą kulturę i komfort pracy. Może tylko w standardowych modelach poczujemy niedosyt w zastosowanych podzespołach, ale wynika to ze strategii marki, według której wyznacznikiem wartości modelu jest to co stałe – w rowerach Whyte to rama – pozostałe elementy to składniki, które można wymienić i zastąpić lepszymi. I nie sposób się z tym nie zgodzić … Z kolei specyfika naszego rodzimego rynku jest ukierunkowana na „obwieszanie” ram (często bardzo mizernej jakości) wysokiej klasy podzespołami i tym sposobem windowanie wartości końcowego produktu.

A cena modeli Whyte’a? Cóż, tanio nie jest! Whyte to raczej poziom premium i ze wstępnych informacji i opinii o marce wynika, że zasłużony. Za odpowiednią cenę dostajemy produkt wysoce dopracowany, dający mnóstwo satysfakcji i frajdy z jazdy.

Źródło zdjęć: Whyte Bikes

Autor:

Piotrek Książek