Kontynuując rozpoczęty cykl zimowych przygotowań rowerowych tym razem zajmijmy się osobą rowerzysty …

W myśl zasady „Nie ma złej pogody na rower, są tylko nieodpowiednio ubrani ludzie” warto zadbać o odpowiedni ubiór podczas zimowego „rowerowania”. Docenimy to już po pierwszym kilometrze jazdy. Ubierajmy się ciepło, ale bez przesady. Idąc do pracy lub szkoły, stojąc na przystanku ubieramy się żeby nam było ciepło. Wybierając się na rower starajmy się ubierać tak, by wychodząc na zewnątrz czuć lekki chłód. Dlaczego? W drodze do pracy raczej nie możemy liczyć na większy wysiłek fizyczny. Chyba, że spóźnimy się na autobus … Jadąc rowerem nasz organizm pod wpływem wysiłku fizycznego wydziela znaczne ilości ciepła. Zbyt ciepłe ubrania spowodują przegrzanie ciała, nadmierne pocenie i w efekcie wyziębienie spowodowane mokrą odzieżą. Gdy będziemy ubrani lżej – podczas jazdy ciepło wytwarzane przez nasz organizm i tracone na skutek zimna zewnętrznego zrównoważy się tak, abyśmy mieli prawidłową temperaturę przy skórze. Najlepiej ubierać się na przysłowiową cebulkę. Dla własnego komfortu starajmy się ubierać na siebie w miarę możliwości tylko odzież termoaktywną. Aktualnie raczej nie ma problemu z jej doborem, a ceny też już nie są nader wysokie. Warto też mieć na uwadze fakt, że najtańsze modele dostępne na rynku niekoniecznie spełniają swoje zadanie. Chcąc zadbać o swój komfort jazdy zimą zainwestujmy większą sumę pieniędzy i wybierzmy sprawdzone produkty. Najważniejszym elementem odzieży termoaktywnej jest bielizna. Spełniająca swoje zadanie powinna odprowadzać wilgoć od naszego ciała do kolejnej warstwy odzieży. Kolejne warstwy również dobrze, żeby były oddychające. Jeżeli na bielizną termoaktywną założymy sztuczną bluzę, cały efekt oddychania bielizny zostanie zniweczony. Dobierając warstwy odzieży zaczynajmy od najcieńszych, a każda kolejna powinna być grubsza. Rzecz jasna, że strój nie powinien krępować ruchów. Na bieliznę termoaktywną zakładamy w zależności od temperatury otoczenia (tutaj już musicie doświadczalnie zbadać) cieńszą lub grubszą bluzę. Dobrze jeśli mamy (tak jak bieliznę) termoaktywną. Jeżeli nie to zadbajmy o to, żeby była przepuszczająca ciepło. Na bluzę zakładamy kurtkę z membraną. Jeśli jest bezwietrznie i w miarę ciepło, tzn. bez srogich mrozów, wystarczy sama kurtka windstopperowa. Warstwa zewnętrzna jest najważniejsza – powinna być koniecznie z nieprzepuszczającego wiatru materiału. W ostatnim czasie można zaobserwować wysyp różnego rodzaju softshelli, ale prawda jest taka, że zwykła i tania kurtka softshellowa nie oddycha i po dłuższej i intensywnej jeździe na rowerze mamy wrażenie „gotowania się we własnym sosie”. Taki softshell nie przepuszcza wilgoci z wewnątrz i po pewnym czasie cała nasza odzież pod nim jest mokra. A to już pierwszy krok do wychłodzenia. Dobierając kurtkę zewnętrzną bez względu na to z jakiego tworzywa zadbajmy o odpowiednią wentylację. Dobrym rozwiązaniem są produkty posiadające odpowiednie suwaki na bokach pod rękawem. Pozwalają one po rozsunięciu na odprowadzenie nadmiaru ciepła a tym samym i wilgoci spod kurtki.

Górę ciała mamy ubraną, a co na nogi? Najlepiej spodnie … Oczywiście warto pamiętać, żeby pod spodnie założyć również bieliznę termoaktywną, która ponadto osłoni od zimna stawy kolanowe. Można założyć dodatkowe ocieplacze na kolana , ale to już kwestia gustu i potrzeb. Ze względu na warunki panujące w otoczeniu dobrze jest jeśli wybrane przez nas spodnie są również wykonane z tkanin syntetycznych zabezpieczających do pewnego stopnia przed wilgocią, deszczem i wiatrem. Dość istotnym elementem spodni lub bielizny są szelki, które uchronią nas przed „hulaniem wiatru po krzyżu”.

Jako, że przez głowę najwięcej ciepła ucieka, warto i ją odpowiednio uchronić przed zimnem. Pod kaskiem sprawdzają się czepki, najlepiej windstopperowe wyściełane delikatnym polarem, zaś w bardzo niskich temperaturach kominiarki, które dodatkowo osłaniają policzki i uszy od mrozu. Dobrym rozwiązaniem na delikatne mrozy jest zakładanie na głowę coraz popularniejszych buff-ów. Można go również użyć jako alternatywy dla szalika na szyi. Odkrytą część twarzy koniecznie trzeba nasmarować tłustym kremem lub wazeliną. Oczywiście na duże mrozy można założyć ciepłą czapę, ale my zalecamy jazdę w kasku przez cały rok i podpowiadamy jak się odpowiednio ubrać pod kask.  Spotkanie głowy bez kasku nie tylko z lodem, ale każdym innym podłożem nie jest przyjemne. Podczas jazdy zimą koniecznie trzeba zadbać o oczy zakładając okulary białe jeżeli jest ponuro lub przeciw słoneczne jeśli nadmiernie operuje słońce. Zabezpieczy to nas przed nadmiernym łzawieniem spowodowanym zimnym wiatrem lub ochroni przed oślepiającym słońcem. Żeby osłonić przed zimnem szyję można stosować szaliki, ale zdecydowanie lepszy będzie buff i kurtka lub bluza z odpowiednio wysoką stójką.

Prawdziwym utrapieniem rowerzystów jeżdżących zimą są marznące palce u stóp. I wcale nie jest powiedziane, że dobór odpowiednich skarpet, jednej lub dwóch  par rozwiąże ten problem.  Dobór skarpet w dużej mierze zależy od butów, w których jeździmy. Oczywiście znacznie cieplej jest w butach trekkingowych czy górskich, jednak nikt nie powiedział że jeżdżąc w butach zatrzaskowych od razu trzeba marznąć! Najlepiej zatem ubrać długie, ciepłe narciarskie skarpety (przy srogich mrozach można nawet i 2 pary), jednak ważne jest by stopa nie była zbyt ściśnięta i można było swobodnie ruszać palcami. Jeśli but będzie zbyt ciasny efekt będzie odwrotny, dotyczy to każdych butów, nie tylko rowerowych. Dodatkowo można założyć jeszcze ochraniacze windstopperowe lub nieco grubsze neoprenowe. Kupując ochraniacze warto do sklepu udać się z własnym butem, gdyż nie zawsze rozmiar, rozmiarowi równy. Warto zwrócić uwagę na wykonanie czubka, najlepiej by był pełny, dzięki temu nie podwija się przy schodzeniu z roweru. Część rowerzystów na zimę wraca do zwykłych pedałów i butów górskich a idealnym rozwiązaniem wydaje się jest kupno zimowych butów zatrzaskowych, ale nie każdy jeżdżący zimą chce inwestować dobrych kilkaset złotych w to rozwiązanie. Zimowe buty zatrzaskowe to dość droga impreza.

Jedną z ważniejszych o ile nie najważniejszą rzeczą w zimowym „rowerowaniu” są ciepłe rękawiczki. Bez nich praktycznie trudno sobie wyobrazić jazdę rowerem na mrozie. Przy szybszej jeździe nagie dłonie grabieją i bolą. W ciągu kilku minut można je sobie odmrozić, dlatego warto kupować rękawiczki z tkanin nieprzepuszczających wiatru i wody. Dość dobrze sprawdzają się również rękawice narciarskie z goreteksu. Na duże mrozy potrzebne będą niekiedy nawet dwie pary. Cieńsze – takie, w których wygodnie będzie na przykład szperać w plecaku – wkładamy pod spód, a grubsze narciarskie na wierzch. Koniecznie trzeba przestrzegać zasady, by nie było nam w nich za ciasno. Kilka warstw na niewiele się zdaje, gdy dłonie są ściśnięte i palce nie mają możliwości poruszania.

Pamiętajmy, że wilgoć potęguje zimno! Na Pomorzu, pojezierzach czy też w pobliżu większych zbiorników wodnych, wilgoć jest znacznie większa niż na przykład w górach. Dlatego podczas wycieczki rowerowej w zimie liczy się nie tylko temperatura powietrza, ale także jego wilgotność oraz prędkość wiatru. Odczuwalnie cieplej może być w słoneczny, bezwietrzny dzień, kiedy temperatura wynosi minus 7 stopni, a nawet minus 10, niż w pochmurny, mglisty i wietrzny, kiedy temperatura jest minimalnie na plusie.

Przy odpowiednim doborze odzieży rowerowej należy zachować zdrowy rozsądek i nie popadać w skrajność. Wybierając się na wycieczkę dłuższą, czy też krótszą dobrze jest zabrać ze sobą niewielki plecak i włożyć do niego kilka zapasowych ubrań, które w razie potrzeby możemy dodatkowo założyć.

O tym co warto zapakować do plecaka zimą w kolejnym artykule już niebawem.